OPINIE

Chodzenie o kulach – czyli napęd na 4

Autor O!

Artroskopia biodra to z definicji utrudnienie w poruszaniu na kilka tygodni. Chodzenie o kulach osoby zdrowej jest dość niełatwym zadaniem. Nie tylko w domu.

Z życia „zdrowego kaleki” – doświadczenie społeczne

Naszła mnie krótka refleksja a zasadniczo dłuższy już „nerw”. Życie po 40-tce nabrało tempa, siwe włosy, zmarszczki – oczywiście mimiczne (hehe), ale są. Generalnie nic się nie dzieje, poważnych problemów zdrowotnych brak.
Sprawność fizyczna – olimpijska forma to może to nie jest, ale mocne 4/5 mogę sobie przyznać. Aż tu nagle okazuje się, że biodro odmawia posłuszeństwa, coś tam kiedyś strzykało, przeskakiwało – ale odpowiedź zawsze była prosta – taki urok.
Jednak okazało się, że sprawa jest grubsza. Trudnej się schylić bez bólu, jazda autem jest obarczona mega bólem… Obejrzałam oczywiście porady doktora Google’a, znalazłam fajny film. Zdiagnozowałam się sama, co mi dolega. Zaskakująco, ortopeda potwierdził moje i globalnej wyszukiwarki podejrzenia.

Koniec końców bez operacji się nie obyło, oczywiście prywatnie bo NFZ, nie przewidział takiego schorzenia, więc skończyło się na artroskopii stawu biodrowego.

Chodzenie o kulach i zastrzyki w brzuch
Chodzenie o kulach to tylko część wątpliwej jakości atrakcji po zabiegu ortopedycznym

Pomyślałam: Nic to – sprawa przejściowa, w ogóle nie wyglądam jak człowiek chory. Jednak bądź co bądź noga boli, poruszanie o kulach przez 6 tygodni… szereg ograniczeń, ale w sumie nie o to tutaj chodzi. Otworzyła się szansa na nowe doświadczenia i nowe wnioski.

Chodzenie o kulach – luzik, czy jednak gimnastyka

Witaj przygodo! Oczywiście, żeby nie uszkodzić zreperowanej nówki biodra za „mnóstwo monet” trzeba uważać. Zatem krok wędrowny:

  1. kule,
  2. noga chora
  3. noga zdrowa – dostaw

(tutaj polecam mega fajny film Novum Ortopedia – jak poruszać się o kulach) jest nieźle „idzie się” – demonem prędkości nie jestem, ale mam siłę ogólną, więc całkiem dobrze się przemieszczam.

Chodzenie o kulach w sklepie

Zasadniczo nikt nie patrzy na Ciebie, szaleni kierowcy wózków sklepowych pędzą jak w formule. Raczej w w „głębokim poważaniu” mają to, czy skasują cię po drodze czy nie. Musisz człapać dzielnie boczkiem mając oczy dookoła głowy.

Zakupy robisz do plecaka (bo rąk brak). Podchodzisz do chłodni, sięgasz ku górze i od razu masz obok siebie tłok, bo wszyscy dokładnie chcą to samo, wiadomo – nikt nie zaczeka, bo prawdopodobnie wykupię wszystko co jest w tej chłodni.

No dobra, nie ma się co zniechęcać, luźne przekleństwo pod nosem i idę dalej.
Teraz nowy problem – część produktów jest poukładana na dole.

Muszę się jakoś sprytnie schylić, ale w pozycji jaskółki bo nie dam rady zbytnio zgiąć nogi w stawie biodrowym. Więc robię pit-stop a bolidy mkną nieopodal. Nikt nie poczeka, aż skończę swoje coraz mniej zabawne manewry.
Dobra – idę dalej. Ostania prosta do kasy, stoję sumiennie w kolejce do kasy tradycyjnej bo jednak mimo wszystko tak jest łatwiej niż w samoobsługowych. Tam nie masz gdzie postawić plecaka i musisz się schylać żeby wszystko przeskanować. Jeszcze nie wymyślili.

Co zrobić z kulami przy kasie

Kolejki do kas – wszędzie długie, jest kasa pierwszeństwa, ale zapomnij… Jako zdrowy kulawy człowiek zwyczajnie – stoisz. Nagle kasa numer 2 się otwiera i robisz zwrot z nadzieją, że faktycznie.

Twój czas tutaj dobiega końca. Oj nie nie :)!

Usain Bolt z samego końca kolejki biegnie, zmienia tor lotu, żeby na pewno być pierwszym. Zapieram się z całych sił, żeby nie fiknąć kozła. Babeczka z kulami do góry na środku biedry wyglądałaby nieco jak pająk kosarz, którego smutny los obalił na plecki.
Rzucam krótkie pouczenie (naprawdę delikatne). Nie słyszę przepraszam… nic się nie stało.

Gonitwa dobiega końca – jestem obsługiwana. I teraz – właśnie, chcę spakować rzeczy, ale muszę odstawić kule – co teraz?

Nie ma opcji, jak nie postawisz „pitają na prawo i lewo” – może wystarczyłby uchwyt przy kasach, który to załatwia. Jakimś cudem udało mi się je oprzeć trochę o mnie samą trochę o winkiel między ladą kasy a półką poniżej.
Podsumowując, spociłam się jak mysz zanim skończyłam wyprawę.

A gdybyś to Ty chodził o kulach…

Rzecz dla mnie ma początek i koniec, wiem, że za parę tygodni wszystko wróci do normy. Będę chodziła normalnie, nadal będę silną czterdziestką. Potraktuję to, jako doświadczenie, z którym się zmierzyłam.

A co z tymi, którym chodzenie o kulach się nie przydarzyło? Co z tymi, którzy nie odstawią ich za 2 tygodnie bo mają: SM, porażenie, problemy neurologiczne, nie mają siły mięśniowej?

Co ze starszymi ludźmi albo po prostu bezsilnymi, choć tego nie widać na pierwszy rzut oka.

Może warto poddać się refleksji używając parafrazy słynnej mowy adwokata z „Czasu zabijania” Joela Schumachera – „a teraz wyobraź sobie, że to Ty chodzisz o kulach … „.

PS. zawsze można powiedzieć: „przecież mogła siedzieć na dupie w domu 🙂 Mogłam. Ale nie każdy może.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x